Wszak wielkiej siły nam potrzeba,aby zmienić życie swe. Jeden cel nam dziś przyświeca- by być lepszym, niż się jest...
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
RSS
poniedziałek, 31 października 2011
Kasia


Kocham Kasię :) <3

  Kasia odpisuje na sms'a średnio od 10 do 20 minut ( aczkolwiek może to trwać nawet i 24h) więc jeśli ktoś do niej pisze musi uzbroić się w cierpliwość czekając na odpowiedź ;)
Może niektórzy zastanawiają się dlaczego ten proces trwa tak długo, otóż zdradzę pewne tajniki.... Chodzi o to, że Kasia pyta co 2 minuty osoby znajdującej się najbliżej jej ( w tym wypadku to ja) " co mam odpisać?!" po czym pisze jedno słowo, chwila pomyślunku i znowu następuje pytanie. Tak więc napisanie 5 wyrazów zajmuję około 10 minut. Kolejna zagadka świata wyjaśniona dzięki mnie! Huraaa! Nie musicie mi dziękować ;)
  Zastanawialiście się kiedyś jaki jest wpływ pisania sms'ów po piwie ( jednym ewentualnie pięciu) na zawartość wiadomości? Na trzeźwo zastanawiasz się na tym co piszesz, aby przypadkiem nie popełnić gafy, nie napisać czegoś zbyt odważnego, nie obrazić osoby.. A po piwie? Jest tak: " Napiszę, a co mi tam :D " A na drugi dzień trzeba uporać się z konsekwencjami.... a to znaczy że jutro Kasia będzie miała bardzo ciężki dzień :P

Jutro Wszystkich Świętych. Lubię iść wieczorem na cmentarz, kiedy pali się mnóstwo zniczy. To taki piękny widok...
Nie lubię za to kiedy nasze polskie święto na siłę próbuje zmienić się w jakieś Halloween. Po co te dynie i straszydła? W Polsce przebieramy się w Ostatki....

P.S. Napisałam notkę! Sukces! :)

Pozdrawiam was zacni przyjaciele :)

22:52, smefetka_90
Link Komentarze (5) »
środa, 24 sierpnia 2011
Klient nasz pan...



Postanowiłam napisać kilka zabawnych historyjek związanych z moją pracą w Grycanie i ludźmi, których czasem bardzo ciężko zrozumieć.. ;) Enjoy :)

Jest już po zamknięciu centrum, aczkolwiek ludzie jeszcze się kręcą i przypuszczam ( ale jestem prawie pewna że tak właśnie jest) chodzą od sklepu do sklepu i pytają czy jeszcze ktoś ich obsłuży. Chyba celowo cały dzień siedzą na kanapie, piją kawę i czekają na godzinę zamknięcia, aby 5 minut po iść do Grycana bo nagle zachciewa im się lodów. Mniejsza z tym... jest już po zamknięciu, a ja jako porządny pracownik, sprzątam stoliki. W pewnym momencie podchodzi do mnie staruszka i pyta:
- Przepraszam, czy to jest komplet??
- Słucham? - nie za bardzo wiedziałam o co jej chodzi...
- Te stoliki to komplet? Jaka jest cena?? Bardzo ładne...
- ... :|... eee... ale to jest własność kawiarni... nie na sprzedaż...
Staruszka odwróciła się, spojrzała na wielki napis GRYCAN i dopiero zrozumiała:
- Aha.. kawiarni...aha.. no tak...

Tym razem sytuacja na miejsce podczas zmiany, kelneruje sobie, sprawdzam czy klienci mają wszystko czego potrzebują, dbam aby stoli były czyste, zamiatam itd ( tej wyjątkowo dokładny opis zamieszczam na wypadek, gdyby czytała to moja ukochana kierowniczka;) ), zaczepia mnie pewna pani:
- Przepraszam, czy tego pajacyka to potem dostaniemy?? ( dla niezorientowanych wyjaśniam: w ofercie Grycana są desery dla dzieci w różnych miseczkach, w tym wypadku miseczka wygląda jak pajacyk)
- Mmmm słucham? - potrzebuje chwili, żeby skojarzyć o co tej babie chodzi a potem w mojej głowie słyszę tylko głos: czy ją pojebało?!
- Czy jak zamówimy deser pajacyk to czy po zjedzeniu dostaniemy tą miseczkę? - patrze na nią, ale wygląda poważnie czyli nie żartuje... rozglądam się po cichu, bo a nóż jestem w ukrytej kamerze i zaraz ktoś wyskoczy z kamerą.. ale nic takiego nie następuje...
- Nie, proszę pani, bardzo mi przykro ale nie...- wcale nie jest mi przykro, jesteś głupia, wracaj na wieś...
W czym byśmy podawali desery, jak każdy by brał naczynie do domu? Skąd ludzie w ogóle mają takie pomysły...??

Jest też wiele soczystych rozmów, przy witrynie kiedy nakładam lody...:
Ktoś: Poproszę sorbent jakiś tam... (co to jest sorbent? nazwy są napisane na plakietkach, czy ludzie na prawdę nie umieją czytać??)
Ktoś: Poproszę sorbet czekoladowy i karmelowy ( jeżeli sorbety robione są z owoców to nie ma bata, żeby powstało coś takiego jak sorbet czekoladowy....)
Ktoś: Poproszę jakąś gałkę lodów, ale żeby nie była zmrożona.. ( Wtedy naszła mnie refleksja czy lody mogą nie być zmrożone? Czy jeśli nie będą zmrożone to czy wtedy to będą lody? Ta wiele pytań, tak mało odpowiedzi...)

I tak bez końca... ;) A wy macie jakieś ciekawe historie z pracy?



19:50, smefetka_90
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 kwietnia 2011
Za dużo kawy?

Siema :D
Znowu dawno nie pisałam i jako, że znów pojawiły się (nie)liczne pomruki na temat braku nowej notki świadczące o tęsknocie postanowiłam coś napisać. No i nie mogę zasnąć. Mamy 4:21, byłam w kuchni zrobić sobie herbaty i spotkałam mamę:
-A co Ty tak wcześnie wstałaś?
-Eee yyy ja to jeszcze nie zasnęłam...

To wszystko wina mojej nowej pracy: Tak, tak znów powróciłam na łono ludzi pracujących! Pracuję sobie w Grycanie, w porcie. To taka lodziarnio-kawiarnia jakby ktoś nie wiedział... Tak wiem, robię lody, ubaw po pachy :P
Cudowne miejsce, dla nałogowych pijaczy (podkreśliło mi jako błąd, więc zakładam, że nie ma takiego słowa...) kawy. Tylko potem mam problemy ze spaniem w nocy, ale kto by się przejmował takimi pierdołami? To w sumie mała cena, jaką trzeba zapłacić za ten cudowny aromat i smak ahhh

Byłam dzisiaj z wizytą u mojego kochanego braciszka i mojej chrześnicy. To zdecydowanie najcudowniejsze dziecko na świecie. Potrafi już powiedzieć: "dziękuję" i "widzisz?" a do perfekcji opanowała "nie!". Przy tym ostatnim potrafi być bardzo stanowcza.
Potem odwiedziłam jeszcze moją siostrę. Ale się zrobiłam rodzinna, nie? ;) Anita zajeła się malowaniem obrazów. Ostatnio namalowała dla mojej mamy konia...
Ania: Ten obraz, jest okropny! Mówiłam mamie, żeby go nie brała i że namaluję jej nowy i ładniejszy! Ten wygląda jak rzygi!
Mama: Ten obraz jest piękny! Wygląda jak moje życie!

....

Ja tego obrazu nie widziałam, nie mam pojęcia co mama z nim zrobiła...Ania zasugerowała, że może mama zrobiła sobie w piwnicy jakiś ołtarzyk i tam go powiesiła. To by się mogło zgadzać, bo mama ostatnio często schodzi do piwnicy. Muszę się tam przejść i zbadać sprawę...

Ok, zaraz mamy godzinę 5 i zacznie robić się widno, więc nie będzie sensu kłaść się spać. Może włączę sobie jakiś film? A potem upiekę świąteczną babkę i zrobię pisanki. Super plan.

Pozdrawiam wszystkich :)

P.S. Mam ochotę na kiełbaskę z grilla :D

05:04, smefetka_90
Link Komentarze (4) »
sobota, 05 marca 2011
Tytuł

 Jest sobota wieczór a ja leżę w łóżku. Sama. To straszne. Mam 20 lat, powinnam się bawić. Myślałam, że skoro odeszłam z pracy to będę szaleć, imprezować. Okropne to moje życie. Nienawidzę takiej wegetacji. Łukasz dzisiaj postanowił spędzić dzień w domu i się pouczyć, Kasia poszła na 18-nastkę, Banan pojechała na Bąków do wiejskiej dyskoteki( też miałam jechać tylko nie było dla mnie miejsca w samochodzie) a Padlinka mieszka tak daleko, że mi się odechciewa na samą myśl i spotkanie z nią ma sens tylko wtedy, gdy skończy pracę. Straszne nudy. Może nigdy się już z nikim nie spotkam i nigdy się już nawet nie odezwę? Stanę się straszną dziwaczką, a reporterzy ze stacji telewizyjnych będą koczować przed moim mieszkaniem. Cały kraj zada sobie pytanie, cóż mnie tak odmieniło. Znajomi obejrzą wiadomości i poczują wyrzuty sumienia, że mnie zostawili...
 Moja mama została konsultantką jakieś firmy FM. Coś jak Avon czy Oriflame. Tylko, że w ofercie mają jeszcze środki czystości i gadżety jak telefony czy laptopy. Wczoraj przyszły do niej dwie wielkie paczki. Mama chyba wykupiła wszystkie możliwe rodzaje tych detergentów. Począwszy od mydła w płynie, przez mleczka do czyszczenia fug i na preparacie ułatwiającym prasowanie kończąc. Jak można było się spodziewać od rana zagarnęła mnie do sprzątania, aby wypróbować te nowości.
- Ola, umyjesz okna? Użyj tego wspaniałego płynu do mycia szyb. Jest naprawdę rewelacyjny.
Musiałam się odwrócić i sprawdzić czy za mną nie ma kamerzysty bo słowo daję czułam się jakbym grała w jakieś reklamie...
- Olaaa i co sądzisz o tych ściereczkach? Czyż nie są cudowne?!
- ... świetne- cudowny to byłby święty spokój
- Ola zobacz jakie te firanki są białe! Wyprałam je w tym nowym płynie do prania firanek.
-...mhmm
 I tak pół dnia. Potem schowałam się w pokoju i udawałam, że się źle czuję. Właściwie nie musiałam się za bardzo wysilać, bo od środy mam straszny kaszel. Mycie okien doprawiło mnie jeszcze tylko o katar.

Chyba w końcu zbliża się wiosna. Co wy na to?:)
 
Dziękuję wszystkim czytającym za komentarze.
Pozdrawiam:
- Moje kochanie :*
- Koko
- Kasię
- Siostrę
- Zgredka
- Banana

22:59, smefetka_90
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 21 lutego 2011
So lazy...
 
No i mamy poniedziałek. Początek sesji poprawkowej. Nie poszłam na poprawę z termodynamiki. Cudownie. Piękny początek. Muszę zrobić sobie kawkę, bo bez niej jestem nieprzytomna. Poza tym uwielbiam rano wypić sobie kawkę i zrobić przegląd newsów na Pudelku :) Tak się zaczyna dobry dzień.
 Powinnam zabrać się do roboty. Muszę zrobić projekt na Naukę o Bezpieczeństwie na jutro, pouczyć się matmy i poszukać nowej pracy... Odeszłam z poprzedniej i zostałam na finansowym lodzie. A mam laptopa do spłacania i muszę oddać długi...Ehh życie na kredycie.
 O mama właśnie wysłała mi na gg linki z ofertami pracy. Nie jestem pewna, ale to wygląda jak iluzja. Dobra i tak nie mam na dzisiaj lepszych planów. Zjem śniadanie i wezmę się do roboty. Muszę ustalić priorytety:
1. Projekt ( bądź co bądź nauka jest ważniejsza od braków finansowych)
2. Szukanie pracy
3. Matma ( pewnie i tak nie zaliczę, więc nie mam zamiaru poświęcać jej zbyt wiele czasu)
Robię kanapki. Marnie wyglądają, bo w lodówce jest tylko ser. Dobra, najpierw śniadanko, godzinka przed telewizorem i biorę się za projekt.
Klik, klik. Co my tu mamy? O, rany powtarzają "Chirurgów". Uwielbiam ten serial.
Obejrzałam już wszystkie serie "Seksu w wielkim mieście" plus obie części ekranizacji kinowej. Znowu nie mam serialu do oglądania. Hmm wchodzę na serialeonline. Boże, jestem uzależniona. Może "Plotkara"? Ten tytuł mnie zachęca... Banan mówiła, że bardzo fajne. Dobra, co mi tam.. tylko jeden odcinek. I druga kawka, bo jeszcze się nie rozbudziłam. No tak. Już 13. Muszę zrobić ten głupi projekt. Zaczyna się "Jak poznałem waszą matkę"...zostanę do pierwszej przerwy na reklamę...
 Już 14:30 a ja się nie zabrałam do roboty. Tyłek mi ciąży. Naprawdę muszę się ruszyć. Książki leżą przede mną... Otworzyłam je, żeby tata myślał że się uczę. Jakby coś chciał, mam wymówkę, że jestem zajęta. Ok, no to zaczynam.
 Mamy 15. Czas na przerwę. Zgłodniałam. Co dobrego na obiadek? Pomidoróweczka z kluseczkami. Pycha!!
 Przyszła moja siostra
- Co tam?
- Nic, uczę się- mówię nie wiadomo po co. Przecież wiem, że kłamię i Anita również jest tego świadoma. Kiedy oszukujesz, powinnaś mieć pewność, że kogoś nabrałaś, a jeśli Ci się to nie uda, przynajmniej sama powinnaś wierzyć w swoje  kłamstwa...
 Bezpowrotnie minęła kolejna godzinna z mojego życiorysu. Muszę skończyć ten projekt. Ehh idzie jak pod górkę. Jaki sens ma wymyślanie nowych rozdziałów wykładu? Czyżby pan profesor chciał poszerzyć zakres wiadomości dla studentów? Pewnie nie chce mu się samemu tego robić i ja mam zrobić to za niego... A potem z mojego wymyślonego rozdziału będzie kolokwium i jakiś student przeze mnie nie zaliczy? To straszne.. muszę wymyślić coś łatwego. Czy "buble prawne" to dobry podrozdział?
 Dobra prawie skończyłam. Idę pod prysznic, bo Łukasz ma przyjechać. Musze być piękna i pachnąca. Tzn piękna jestem zawsze, ale nie chce pachnieć całodniowym siedzeniem i nic nie robieniem.
 Strasznie leniwy dzień... Pozdrawiam wszystkich, którzy również czasami mają problemy z zebraniem się do kupy.

P.S. Moglibyście zostawiać komentarze, bo troche mi smutno, że nikt nie czyta. Wystarczy coś w stylu "przeczytałem!". Jestem naprawdę mało wymagająca.
 

16:20, smefetka_90
Link Komentarze (7) »
sobota, 19 lutego 2011
Ferie


 Piszę notkę na życzenie Kuby, który poczuł się rozczarowany z powodu jej braku.

 W niedziele wyjechaliśmy do Czech na narty (my tzn ja, Lu, Kuba i Adam). Ostatni raz na nartach jeździłam w podstawówce...no i rezultaty tak długiej przerwy można dostrzec na moich posiniaczonych łokciach i udach. Auć!
 Wreszcie mogłam odpocząć od codzienności i trochę pozwiedzać. Ha! Spełniłam swoje postanowienie noworoczne ( wyjechać za granicę). Juhuu!
 Na granicy zamieniliśmy złotówki na korony. Jakieś dziwne były te pieniądze. Takie jakby zabawkowe. Takie jakby nieprawdziwe. Później musieliśmy jeszcze trochę wymienić, bo nam zabrakło. Tylko gdzie?? Pytamy właściciela domu w którym mieszkaliśmy, który oczywiście ni w ząb ani angielskiego, ani polskiego. To przecież naturalne, że ja prowadzę pensjonat(?), więc turyści powinni nauczyć się czeskiego, żeby się ze mną porozumieć...Helooł?! Tak więc próbujemy się z nim dogadać:
- Gdzie tutaj jest kantor? -koleś nie wie o co nam chodzi, patrzy tylko na nas tępym wzrokiem- Pieniądze chcemy zamienić... złotówki na korony?-próbujemy dalej..
- AaaAaa! Złotówki na pieniądze?
... Złotówki to prawdziwe pieniądze ty buraku!

 Jednak myślę, że ogólnie rzecz biorąc było dobrze. Co prawda przez pierwsze dni byłam na przemian załamana i wkurwiona. Jeżdżenie mi nie wychodziło, bolały mnie piszczele od butów do nart, wszyscy musieli na mnie czekać co wywoływało dodatkową presje. Było źle.
 Raz nawet z powodu wyjątkowej stromizny byłam zmuszona do odpięcia nart ( tak wiem, to haniebne) i zjechania na dół na tyłku! Wystawiłam się na międzynarodowe pośmiewisko. Za mną jechali Niemcy, Czesi i Polacy. Wszyscy mieli ubaw po pachy. Kiedy tak sobie zjeżdżałam i nie wiedziałam co się ze mną dzieje ( Boże może nawet umrę?!), Kuba rozsiadł się na dole z piwkiem w ręku i spokojnie podziwiał całe widowisko. Zabije się czy się nie zabije? Ale spektakl. Nie ma to jak wsparcie wśród znajomych..
 Po tych przygodach zrobiłam sobie jednodniową przerwę, którą przeznaczyłam na zdobycie Śnieżki z Łukaszem. Bardzo sympatyczna wycieczka. Zastanawia mnie tylko, dlaczego na szczycie nie było żadnej porządnej karczmy?! Musieliśmy przejść na polską stronę (w dół) żeby zjeść coś porządnego i napić się grzanego piwa. Dlaczego w Czechach nie ma grzanego piwa? Co za ułomny naród!
 No i w efekcie dopiero ostatniego dnia załapałam jak się zjeżdża. Wszyscy zauważyli znaczący progres w moich umiejętnościach narciarskich, co bardzo mnie podbudowało. Sama byłam z siebie zadowolona. Tak więc łapczywie wysłuchiwałam wszystkich komplementów. A co! Zasłużyłam!
 Po za tym bardzo wciągnęło mnie oglądanie czeskich telenowel. To jest zupełnie inna liga filmów. Tego nie da się opisać. Strzelaniny w których błyski były nierówno dorobione komputerowo wywołały u Łukasza perlisty (hahah on to powiedział) śmiech.. Ja natomiast rozpływałam się nad niesamowitą grą aktorską. Była tak wymowna, że w ogóle nie musiałam słuchać dialogów ( i tak nic nie rozumiałam)... Chociaż jedno zapamiętałam:
- Jestem taka ciasna, że zostalam babicka.
Ciasna! Rozumiecie? Hahahah! Ryłam, tak długo aż spadłam z kanapy. Ciasna to znaczy dumna! Hahhaa! Co za kraj!
 Ogólnie rzecz biorąc wrzucanie Czechom zajmowało nam większośc wolnego czasu. Zresztą wspólnie i jednogłośnie stwierdziliśmy że Czesi są nijacy i nie mają jaj. Po wypiciu połówki Starej myslivieckiej byliśmy w stanie potwierdzić to na przykładzie historii Czech. Tak!
Ogólnie wyjazd zaliczam do udanych. Szkoda, że tak szybko zleciało...
 
Ok, kończę bo się rozpisałam, pozdrawiam wszystkich. Buziaki :*
17:22, smefetka_90
Link Komentarze (4) »
środa, 12 stycznia 2011
Zbliża się sesja

Nie mam siły. Nie wiem co się ze mną dzieje.. Miałam dzisiaj iść na wykład. Tak! Na wykład. Wiem co myślicie, ale takie miałam postanowienie w tym tygodniu- pójść na wszystkie wykłady ( jako, że to są ostanie ) i dowiedzieć się jak będą wyglądały zaliczenia itd...
Wczoraj nie poszłam, bo zwyczajnie zaspałam. Obudziłam się i z przerażeniem patrze na zegarek: 9:44, a potem jeszcze szybko myślę: "Boże, jaki w ogóle mamy dzień tygodnia?" Chwila przemyślunku, szybki rachunek w pamięci - "Aha, wtorek.. uff" Poszłam potem na jeden późniejszy wykład. Chyba wszyscy wpadli na ten sam pomysł co ja, bo pani profesor była zdziwiona frekwencją
- Ale mamy dzisiaj frekwencję :) Dla tych, którzy są tutaj pierwszy raz, powiem, że jest to wykład z automatyki :) I jest to ostatni wykład. Wiem, że lubicie adrenalinę, wiec zrobimy dzisiaj tak: kto będzie gadał, będzie pisać kolokwium i z wykładów i z ćwiczeń ( dla tych którzy nie wiedzą -z ćwiczeń mamy zaliczenie za samą obecność). Jeden chłopak nie wytrzymał i wyszedł w środku wykładu... Ale od początku mówił, że nie da rady...
Dzisiaj to samo. A właściwie gorzej. Obudziłam się o 11:23. Ale najgorsze jest to, że budzę się i jestem nadal strasznie zmęczona. Czy to jest w ogóle możliwe??

Postanowiłam oglądać "Seks w wielkim mieście". Znudziło mi się czekanie na nowe odcinki seriali, od których już jestem uzależniona. Nowe odcinki "House'a" wychodzą w poniedziałki, "Jak poznałem waszą matkę" we wtorki, a "Chirurdzy" w czwartki, ale w między czasie i tak oglądałam stare odcinki ( niektóre już 3 raz), więc musiałam znaleźć nowy serial. Sprytnie, nie? Dobra wiem, że powinnam się uczyć do sesji. Jednak jeśli ktoś (powiedzmy jakiś hipotetyczny student) nie uczył się przez 4 miesiące i nagle musi ogarnąć wszystko w dwa tygodnie to ma prawo poczuć się odrobinę przytłoczony ogromem materiału, prawda? Zwłaszcza, że nawet nie wiem o czym są niektóre przedmioty. A przez następne dwa tygodnie czeka mnie co najmniej jeden egzamin dziennie. Chyba się popłaczę...Słabe rozwiązanie, ale na razie lepszego nie mam.

Pokłóciłam się wczoraj z tatą. O gazetę. Nie odzywamy się do siebie. I bardzo dobrze!!!! ( muszę się wyprowadzić, muszę się wyprowadzić). Strasznie się wkurzyłam i musiałam jakoś odreagować. A, że nie miałam w domu kropli alkoholu, wyjedzenie wszystkiego z lodówki wydało się jedyną słuszną rzeczą jaką mogłam zrobić. Po zjedzeniu: spaghetti, budyniu czekoladowego, zupki w proszku i lodów truskawkowych z posypką czekoladową poczułam się o niebo lepiej.

Czy ta gwałtowna odwilż oznacza rychłe przyjście wiosny?? Bo jestem chronicznie chora na brak słońca...

14:13, smefetka_90
Link Komentarze (6) »
czwartek, 06 stycznia 2011
Whisky, kadzidło i mirra

Postanowiłam coś napisać, bo tak ładnie o to prosicie. Uwielbiam kiedy to robicie. Mam wiernych fanów! Ha Ha Ha!

Cóż, lista prezentów na święta się nie sprawdziła. Jakoś nikt nie poczuł potrzeby, aby się zainspirować....Trudno. Może za rok?

Mamy dzisiaj święto Trzech Króli czyli dzień wolny. Hurraa! (Właściwie to sama nie wiem, jeden dzień wolny i już się rozleniwiam, a potem znowu muszę wracać do swoich obowiązków. Dzień wolny stanowczo mi to utrudnia...) Rodzice byli rano w kościele i przynieśli jakieś zioło. Mirra? Kadzidło? I kredę! Tak... Siedzę sobie w pokoju, oglądam chirurgów i słyszę jak mama mnie woła: ( robi to dokładnie jak świętej pamięci kot, którego kiedyś miałam...)
-Łoolaa!! Łoolaaa!
- ?
- Daj mi jakąś malutką świeczkę...
Ledwo zaniosłam a tu znowu:
-Łooolaaa! Łoola!!!!
- No co!? - zirytowałam się, bo nie lubię jak ktoś przeszkadza mi w świętym rytuale oglądania chirurgów!
- Popatrz! - to znowu mama... Patrze i widzę cały pokój w dymie ( chociaż w sumie to norma bo rodzice palą papierosy jak smoki) ale jakoś dziwnie pachniało...
- Ksiądz nam dał!! - to znowu mama (jakoś dziwnie rozradowana)
- I co? Teraz to ćpacie?
- Niczego nie ćpamy! Wdychamy...
- No czyli ćpacie...
Jak ja mam wyrosnąć na porządnych ludzi w takich warunkach??

Teraz wyszli do znajomych w gości. Bardzo dobrze. Wreszcie trochę spokoju!

A tak poza tym, popijam sobie z Łukim 12-letnią whisky ( ale z nas burżuje, co?:D). Ktoś zostawił po Sylwestrze w lodówce i nie zgłosił się po odbiór. A przecież nie może się zmarnować, prawda? Wypicie tej whisky to dobry uczynek.

Ok, kończę pozdrowieniami, bo wiem że czekacie z utęsknieniem na tę część notki.
Zatem pozdrawiam:
- Moje kochanie :*
- Kasię i Anię
- Siostrę i Sebastiana
- Padlinkę i jej siostrę ( dowiedziałam się, że też czytasz:D )
- pRosiaka i Emilkę (za zorganizowanie Sylwka :) )
- Puzona
- Banana
- Zgredka

Gratulacje:
- dla Oli G. mojej przyszłej szwagierki za zdanie egzaminu na prawo jazdy (za pierwszym podejściem!) :)

Postanowienia na Nowy Rok:
- przestać bluźnić
- wyprowadzić się
- wyjechać za granicę ( żenada, mam 20 lat i jeszcze nic nie zwiedziłam)

A wy macie jakieś niesamowite postanowienia na Nowy Rok?:)
19:13, smefetka_90
Link Komentarze (5) »
niedziela, 19 grudnia 2010
Nudy

Siedzę sobie w pracy i postanowiłam coś napisać. Taka notka z nudy płynąca...
Cóż muszę się przyznać, że moje odchudzanie nie zaczęło się za dobrze. Ale właściwie to nie z mojej winy! Nikt mi nie kupił wagi na imieniny! Za to wszyscy postanowili obdarować mnie słodyczami. Tak więc musiałam pochłonąć wszystko za jednym zamachem, aby pozbyć się problemu. Tak więc odchudzanie zaczęłam od: 2 kawałków kopca kreta, ciasteczek, połowy tabliczki czekolady i torcika wedlowskiego...hmm kiepsko. Ale przynajmniej teraz mogę zacząć odchudzanie na poważnie. Tak! Będę piękna i szczupła! Huurrra!
W piątek Wigilia... a ja oczywiście nie kupiłam jeszcze prezentów. Zrobię to jutro... albo we wtorek... albo w poniedziałek i we wtorek, bo w jeden dzień nie zdążę. Tak!
Dobra kogo ja chcesz oszukać...? Nie będzie mi się chciało w ten mróz jeździć po sklepach po zajęciach. Pewnie wezmę się za to dopiero w  środę jak bedę miała wolny dzień. Ale przynajmniej zrobiłam już listę i wiem co mam komu kupić! To już połowa sukcesu, prawda? Juhu! Jestem taka zorganizowana!
Postanowiłam też w tym roku zrobić listę prezentów dla siebie i powiedzieć każdemu co DOKŁADNIE chciałabym dostać, aby uniknąć niepotrzebnych nieporozumień. No więc potrzebuję:
- portfel! ( mój się rozlatuję, a zawsze szkoda mi na to pieniędzy. No bo jak kupie sobie portfel to nie będę już miała co w niego włożyć, bo wydam kasę na  ten cholerny portfel. Błędne koło..)
- waga! ( Co by kontrolować moje postępy w odchudzaniu)
- spodnie ( tu liczę na rodziców)
- ramki do zdjęć ( bo mam dożo zdjęć, ale nie mam w co je włożyć )
- zegarek na rękę
To chyba takie najważniejsze. Super.
 
A i na koniec piosenka: (bardzo ja lubię)

Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy
Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich
Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski

Niebo ziemi, niebu ziemia
Wszyscy wszystkim ślą życzenia
Drzewa ptakom, ptaki drzewom
Tchnienie wiatru płatkom śniegu

Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od zmroku
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem
Dzień, piękny dzień, dziś nam rok go składa w darze

Dzisiaj pozdrawiam:
Łukasza, Banana, Kasię, Anię, moją siostrę, Sebastiana, Bartka oraz wszystkich moich czytelników!
09:17, smefetka_90
Link Komentarze (5) »
wtorek, 14 grudnia 2010
Pierwszy raz
No to pierwszą stłuczkę samochodową mam za sobą... mówi się że pierwszy raz zawsze boli, ale w tym przypadku muszę kategorycznie zaprzeczyć. Było nawet sympatycznie. Właściwie nie jestem pewna czy to w ogóle można by nazwać stłuczką. Lekko puknęłam jakiegoś Niemca. To znaczy jego samochód! Samochód! Ja wysiadam a on:
- Do you speak English?? Or Dutch?
- So, so...? - z miną idiotki
Próbowaliśmy dostrzec jakieś usterki na jego samochodzie, ale było ciemno i nic nie było widać. Dał mi swoją wizytówkę, ja mu dałam swój nr telefonu i miał się odezwać, jakby dostrzegł jakieś zadrapania. Moim samochodem w ogóle się nie przejmowaliśmy... Za wartość mojego seata to on kupiłby zderzak do swojego auta...Jakiś bardzo tani i tandetny. W każdym bądź razie nie odezwał się. To chyba dobrze. Chociaż właściwie trochę szkoda. Był bardzo sympatyczny.. po moich żałosnych próbach wydukania przeprosin, powiedział tylko "Don't worry, Nice to meet you" i i odjechał. Ale romantico, nie?:)

Dobra muszę zbierać się na zajęcia z maszynoznawstwa :P Później wejdę i opiszę jeszcze jeden "mój pierwszy raz", który dotyczy picia absyntu :P Buziaki :* Pozdrawiania też będą później :)


Wróciłam! Kuźwa, ale zimno.
Wracając do tematu, w sobotę miałam przyjemność skosztować absyntu. Bardzo dobra wódka. Wchodziła jak złoto. Podziękowania dla kolegów ze sklepu, którzy mi to umożliwili :) Po jednym kieliszku tupnęło jakbym wypiła jedno duże dębowe. Wypas! Miło się pracowało w takim stanie. A w ogóle podobno jest halucynogenna. Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam. Nie jestem pewna. W nocy nie mogłam zasnąć, bo wkręciło mi się, że jak zasnę to będę miała halucynacje.. ale może to właśnie były te halucynacje...?

Postanowiłam się odchodzać. Ostatnio zważyłam się u Łukasza i załamałam się. U mnie w domu nie ma tego szatańskiego urządzenia potocznie nazywanego wagą. Może właśnie dlatego tak się zapuściłam. W każdym bądź razie muszę schudnąć 5 kg!  Takie mam postanowienie przednoworoczne! Łuki obiecał mi pomóc. Ja sama nie dam rady, mam za mało samozaparcia. Jak tylko widzę coś pysznego to nie mogę się powstrzymać i zajadając się, rzucam sentencjonalne uwagi typu: "carpe diem" albo "raz się żyje, a może jutro wpadnę pod samochód i umrę?".
Tak więc oto lista rzeczy, których zdecydowanie powinnam unikać (by Łukasz):
- słodycze
- ziemniaki, makaron
- tłuste mięsa
- biały chleb
Na szczęście nie wspomniał ani słowem o alkoholu. Trzeźwa nie wytrzymam tej tortury...

Pozdrowienia:
- Bartka, który dołączył do grona moich wiernych i oddanych czytelników
- Łukasza (wciąż nie widzę komentarzy od Ciebie)
- Kasi i Ani, dziękuję za imieninową imprezkę
- mojej kochanej siostry i jej męża
- Sebastiana
14:07, smefetka_90
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15